Byly Swieta...w tym roku troche inne bo spedzilismy je z Abu ale bez Papi.
Sol nie mogla sie doczekac Mikolaja
ale gdy go zobaczyla to wpadla w histerie taka ze Mikolaj pozostawil prezenty na podlodze i uciekl z domu jaknajszybciej:(
Zostal takze przezwany przez Sol "Monster" (potwor)...buuu...



a to dla wtajemniczonych...


Papi byl z nami na Wigilii - prosze sie nie przestraszyc tym ze niczego nie ma na stole - polozylam dania gorace jak
zjedlismy zupe! Nie glodzilam Tesciowej w Wigilie!

Jestem brunetka, a co!

Tio Maxi! Gracias para tu regalo! Sol encanta jugar con la plastelina! Nosotros jugamos todo el dia

.
Dawno nie pisalam bo jako zajeta business
woman, ktora bez swojej wlasnej zgody wspina sie po szczeblach kariery zawodowej, to nie mam czasu na nic.
Z nowinek to:
- Tesciowa jest – I tylko tyle powiem.
- Mam 2.5 kg na plusie – przygotowuje sie do zimy.
- Dom – w dalszym
ciagu negocjujemy cene.
- Mamy kota – Alfona.
- Sol nadal jest wspaniala.
Moje trzy-jezykowe dziecko myli jezyki jak tylko moze I tak na przyklad patrzy na recznik z trzema domkami I mowi:
“Mommy, three domek.”
Odmiana
w ogole nie istnieje w jej jezyku polskim.
Wczoraj poszlysmy kupic mleko. Wychodze ze sklepu I biegne do samochodu bo bylo strasznie zimno. Sol na to: “Mommy,
no running.” (nie biegaj mamo)
Ostatnio siedzimy
sobie przy stole (nasza kochana trojka – tesciowki nie bylo) I rozmawiamy. Sol no to “guys, look” I pokazala
na kaczki. Myslalam ze pekne ze zdumienia gdy ten maly dwulatek powiedzial do nas “guys.” Ach
te przedszkole.
Sol dorosla do tego ze number 2 robi na
“kibelek.” Numerek 1 tez robi ale zadziej. Niestety, w jej grupie w przeszkolu nie wysiaduja
jeszcze dzieci I Sol chodzi caly dzien w pieluszcze.
Sol umie opowiadac
male scenki z jej zycia wspanialego. I tak na przyklad bylysmy na Thanksgiving u znajomych ktorzy maja 6 letniego Ian’a.
Na pozegnanie, Ian dal Sol buzi w same usta. W te noc moje dziecko zasnac nie moglo. Mowila mi kila razy “Momy, Ian
buzi Soli (Ian dal Sol buzi).” Do dzisiejszego dnia wspomina Iana I chce sie z nim spotkac…
Wczoraj…
Wczoraj, w dzien mrozny I wiejny, nasza cala rodzina zaklada ozdoby swiateczne na
dworzu. Wiatr tak wial ze porywal Sol to w lewo to w prawo. Maz mial mine skwaszona bo nie mogl zrozumiec dlaczego na takie
zimnisko zona go poprosila o zakladanie swiatelek, a kot zwalil doniczke z kwiatem bo chcial wyjsc na dwor. Wygonial
po kilku minutach Meza I Sol do domu a sama dokonczylam ustrajanie domu.
No I w koncu udalo mi sie wygrabic swoimi rekoma liscie z naszego
malego domu (po uprzednim zrobieniu francuzkiego manicure). Nie ma to jak dobre zaplanowanie dnia! Pozakladalam sobie swiatelka
na krzewach, ozdobilam lawke itd. Efect – bomobwy! Dom pieknie wyglada a ja szczesliwa!
Potem malowalysmy pierniczki czekolada –
kuchnia wygladala okropnie ale za to nasze (Sol I ja) brzuchy byly pelne czekolady. Ok, udalo nam sie tez
pomalowac te pierniczki…
Dzisiaj moze bedziemy malowaly je kolorem…
Alfonso – to nasz kot, znaleziony przez meza na ulicy w ghetto
Norristown. Ten kto zna Norristown to wie ze tam sie nie chodzi bo mozna oberwac kulka w leb. Tak weic
nasz kot ma wszelkie zdolnosci kota ulicznego wychowanego w niebezpiecznym miescie – wie jak walczyc o swoje, rasita
tez jest (no bo jak, “przecie” musi nalezec do jakiegos ganku w Norristown) i wiedzial jak zawladnoc moim sercem
co bym go z domu nie wykopala gdy maz go przyniosl. Jest z nami od mies. Ma teraz ok 4 mies. Jest typowym Amerykancem –
czyli jest DUZY! I bedzei jeszce wiekszy. No ale jak na ulicznego kota przystalo – je wszystko. U mnie sie resztek jedzenia
nie wyrzuca do kosza od miesiaca.
Gdy
go maz przyniosl to na niego nawrzeszczalam bo ja juz nie chcialam miec zadnego zwierzaka w domu (oprocz bata fish gdzie na
jej smierc czekam od dawna).
Nie
patrzylam na kota – bylam dzielna przez chyba 20 min. Sol oszalala na jego punkcie. Nie mogla w nocy zasnac. Gdy sie
obudzila na drugi dzien to pierwsze pytanie bylo gdzie jest kot. No I kot zostal. Zostal bo Sol go uwielba I mommy tez. Kot
spojrzal sie na mnie, przytulil I juz tak pozostalo. Chodzi za mna jak pies a gdy zobaczy Sol to ucieka w przeciwnym kierunku
bo to terrorystka – trzyma Afonso za szyje, jezdzi z nim swoim samochodem (to nic ze Afonso nie chce), kladzie go spac
gdy mu sie nie chce itp itd.
Afonso,
kot uliczny, rozni sie od naszego zabitego w wypadku samochodowym kota sjamskiego Tomasa. Rozni sie w wielu dziedzinach. Jadna
z nich jest polykanie beta fish. Tomas, pan ksiaze, nie byl zainteresowany moimi rybami (mialam wtedy dwie beta fish). Owszem,
podchodzil do akwarium ale tylko po to aby napic sie wody o smaku rybnym. Raz czy dwa poliznal rybka ale to nie byl ten smaczek
dla niego. Afonso za to chce mi zjesc moja Rybe! Wczoraj juz prawie ja mial gdyby nie dzielna Sol ktora wziela stolek, postawila
go kolo szafki z ryba I odrywala Afonso od akwarium drac sie w nieboglosy “Alfonsooooooooo nie wolno!” (w j. polskim)
Przypominam ze to dziecko ma tylko dwa latka…
Kartki swiateczne – zrobione ale zdjec ladnych nie ma bo
Sol alergia pokazala sie na trzarzy…cala jest w kropeczkach jak biedroneczka…Lyka ten obrzydliwy syrop dzielnie
bo zawsze po jego wypiciu czeka ja nagroda – CZEKOLADA. A Sol to czekoladowy potwor bo ojcu…
No I to by bylo na tyle – zrobilam sobie taka mala przerwe w pracy.