|
Monday, December 28, 2009
zdjecia...
6:10 pm est
Friday, December 18, 2009
Takie tam... Przygotowania do Swiat trwaja, ale nie sa one takie jak w Polsce tylko jak tutaj. Myslalam ze Wigilie w tym roku
spedzimy w domu - jak zwykle mojego meza "tostalo" i spedzamy ten dzien z naszymi znajomymi. Wszyscy znajomi oprocz
mnie sa z krajow latynowskich tak wiec bedzie Wigilia taka jaka oni znaja. A mi sie ona nie podoba - przypomina
mi ten dzien nasza zabawe sylwestrowa a nie nasza spokojna uroczysta Wigilie... Coz, w nastepnym roku moze mi sie uda zrobic
Polska Wigilie...
Bylismy w Miami na wakacjach, pierwszy raz z 2jka dzieci...Wow, przezylismy z mezem szok. to
znaczy on przezyl chyba wiekszy szok bo ja wiem co to znaczy bycie z dwojka dzieci...Mezus jeszcze nie... Po wakacjach
powiedzial ze na nastepne "trzeba bedzie zabrac baby sitter." Rece mi opadly jak to uslyszalam...
Dieta
Kapusciana byla - przez 4 dni ale po 4 dniach musialam sie poddac bo Joaquin mial wzdecia przez cale dnie i noce.
zgubilam tylko 3 funty, 15 dajej do zgubienia. cwiczyc nie moge bo miednica sie odzywa. Cholera.... Tak wiec
nic tylko musze sie pogodzic z tym ze przez nastepny rok (tyle doc mi powiedzial ze zejscie kosci miednicowych zajmuje) bede
gruba, przydka i nieszczesliwa...buu...
Joaquin rosnie jak na drozdzach. W zeszla sobote tj 12 grudnia usmiechnal
sie do mnie pierwszy raz. Potem zadnym usmiechem mnie nie obdarzal az do dzisiaj!
Sol kocha Joaquina
ponad zycie - widac to jak go sciska (prawie do smierci, biedaczek oddechu nie moze zlapac), calysy mu daje przez caly
czas, budzi go gdy tylko on zamknie oczy chociaz na sekunde, przybija z nim 5 (wydluzajac jego rece przy tym do ziemi),itp
itd.
A, Joaquin w dalszym ciagu nie moze sie zdecydowac czy woli oczy po matce czy po ojcu. Ale wszstkie znaki
na ziemi pokazuja ze geny ojca wygraja. Moje nadal walcza ale to chyba nie wystarczy aby wygrac te walke.
A, zapomnialam
napisac jak lecielismy do Miami...Moj najkochanszy malzonek zostawil mnie przed "check in" z: - dwojka dzieci
siedziacych na tandem wozku - dwoma malymi walizkami - z moja duza torba podreczna - z maja torebka -
z wiszacym aparatem fotograficznym - z wiszaca kamera Przypominam ze ma tylko dwie rece i jedno mobilne niesluchajace
szukajece przygody dziecko, a drugie ktore z wielkim krzykiem domagalo sie mojego cyca. Moje zadanie polegalo na stanie
w wielkiej kolejce z tymi torbami i "check in." Zadna frania mi nie pomogla z walizkami. Witam w USA, ciekawa jestem
dlaczego tak ludzi marzy zeby tutaj mieszkac... Maz zaparkowal i zdazyl przyjsc zeby mi pomoc przejsc pzez bramki. Gdy wracalismy maz niezdazyl przyjsc na czas 'bramek" tak wiec musialam to sama zrobic. Nie ma to jak rodzinne
wakajce!
Zdjecia wkleje jak je pomniejsze.
7:12 pm est
|