Pobutka 6 rano. 6:30 wyjscie z domu biegiem
do samochodu. W jednej rece klucze I kawa, w drugiej dwie wielkie torby (osobista I pracownicza). Bieg na wysokich obacach
robie oczywiscie…
6:32
odpalenie samochodu I wyscig z czasem zeby zdazyc na 1szy pociag do Philadelphi (po pol godzinie dojazdu samochodem na stacje).
Dzisiaj nie zdazylam, musialam poczekac na nastepny pociag. Po pol godzinie jazdy brudnym pociagiem gdzie ludzie smierdza,
pierdza, sluchaja glosnio muzyki, dra sie przez telefon, rozpychaja sie na MOJA polowe siedzenia bo ich boczki sa gigantyczne,
wysiadlam…po to tylko aby wsciasc do drugiego smierdzonego I zabrudzonego pociagu…
8 rano – jestem w biurze. To nic ze nasze biuro sie
otwiera o 8:30…u nas zaczyna sie prace o 7:30…o 8 godzienie kazdy juz jest po 1szej kawie I pierwszych stresach
ktore towarzysza nam 24/7…
12:20 - brzuch I trzesace sie cialo daje mi znac ze cos musze zjesc…kawa
na pol dnia jednak mi nie wystarczyla. Lapie sie na tym ze jestem wkurzona bo szkoda (czy nie mam) czasu na to aby zjechac
na 3 pietro I kupic sobie cos do jedzenia. Zjechalam I kupilam. Jem - jedna reka na klawiaturze a druga wpycha jedzenie do
mojej buzi…
16:15 – po 8 godzinnach nieprzerwalnego siedzienia przed komputerem I steresu, wybiegam z biura tylko po to
zeby zlapac 1szy z dwoch pociagow do domu. Jestem JEDYNA osoba ktora wychodzi o tej porze z biura – nasz contract mowi
ze do 17 pracujemy. NIKT o 17 nie wychodzi z biura…
Powtarzam te same czynnosci w pociagu – wdychanie smrodow, wrzaskow i usciskanie cudzych boczkow…
Z wywieszonym
jezykiem przeskakuje na drugi pociag, potem biegne do samochodu I jade jak szalona do przedszkola zeby dzieci odebrac.
Dzieci sa glodne I zmeczone. A ja nie wiem co mam robic – dac tego batonika czy banana czy nie, bo jezeli dam
to nie beda jesc obiadu a jezeli nie dam to beda sie czuli rozdraznieni tak jak ja…
18 jestesmy w domu…jezeli nie
musze sie zatrzymac w sklepie zeby mleko kupic…
Padam na pysk…no ale karmie dzieci, bawie sie w gry planszowe/art project, playdate z jakos Sol kolezanka
czy wychodzimy na dwor. Potem myje dzieci, czytam bajki na dobranoc I o 9:30 ostatnie dziecko, czytaj Sol, zasypia. Ja potem
zlatuje na dol, sprzatam kuchnie, szukuje dwa lunche na jutro do przedszkola, ogarniam caly dom I o 24 klade sie spac…sen
zazwyczaj nie przychodzi bo mam 150 mysli na raz I stres mnie zjada od srodka…powoli but surely…
Gdy nie jade do
Philly a pracuje u siebie “na wsi” to czas spedzony na porannym/wieczornym dojezdzie jest zastapiony siedzeniem
w biurze.
Taki Zwyczajny Dzien…niedlugo sie skonczy…
Joaquin jest kochany
– taki Balsam do ciala ktory zostal rozpieszczony przez swoja matke do granic wytrzymalosci!!! Ciagle przychodzi do
mnie tylko po to zeby dac mi buzi czy sie do mnie przytulic…
Sol jest swietna z Joaquinem. Gdy tylko cos mu sie zlego
dzieje to ona przychodzi do niego I tlumaczy mu zeby nie plakal I obiecuje ze sie z nim pobawi. Bardzo czesto obydwoje schodza
do basementu, wlaczaja sobie SAMI Wii I tancza obydwoje az do upadlego. Nauczuli sie tez sami wlaczas te zjezdzalnie dmuchana
I juz mnie nie potrzebuja…buu…
Jak ida ulica to sie razem trzymaja za rece. Joaquin chce robic wszystko to co Sol…FAjnie tak patzec jak dzieci
sie ze soba dogaduja…
Oczywiscie
jak kazde normalne rodzenstwo, dokuczaja sobie I kloca sie kazdego dnia…
Sol I Papi poszli wczoraj na zakupy. Sol
chciala naciagnac Papi na present dla niej ale zobaczyla kubek z serduszkami I poprosila Papi aby on ten kubek kupil dla mamy
na kawe. Powiedziala ze mama bedzie bardzo excited bo lubi serduszka I bedzie ciagle o niej myslala gdy bedzie pila kawe.
Papi powiedzial ze kupi ten kubek ale nie kupi dla niej prezentu…Sol odpowiedziala: “Dobrze, Papi.”
Sol jest piekna, rozsadna I flirciara…
Na basenie kazdy nas zna bo Sol sobie ratownikow
za przyjaciol uwaza. Zazwyczaj jak przychodzimy na basen to slysze: “Hi Sol.” A potem mlodzieniec sie spoglada
na stara matke I zazwyczaj mowi “Hi Sol’s mom.” L
Joaquin podchodzi
do ludzi z rezerwa. Potrzebuje czasu aby ktos uslyszal jego glos, potrzebuje miesciecy aby do kogos na rece isc…
No ale jak zobaczyl piekna dziewczynke na
placu zabaw to od razu za nia szedl do poki sie nie zapeszyl I przybiegl do mamy…